czwartek, 21 marca 2013

Wojenny list



„Kochany bracie! (…) aby ta czwarta już, smutna Wigilia była już ostatnią [bez Ciebie] (dopisek własny).”
Proste kilka słów a niosą w sobie tak silny ładunek emocjonalny. Jest środek wojny, grudzień 1942 roku. Druk nie pozwala na rozpisywanie się, krótko określa jak ma list wyglądać, ile może mieć maksymalnie linii, treść ma być czytelna i wyraźna. I koniecznie zapisana ołówkiem. To czas, kiedy człowiek nie wie, co przyniesie następny dzień, nie wie nawet czy go dożyje. Czas wielkiego strachu. O siebie, rodzinę, krewnych, sąsiadów czy znajomych. Czas, w którym przyszło napisać ten list. Zapewne jeden z wielu, ale być może zachował się już tylko ten jeden. Ostatnie tchnienie żalu, bólu, tęsknoty. Wspomnienie z czasów tak nam teraz obcych, wręcz niezrozumiałych, niepojętych, że mimo łatwego odczytania treści, mimo upływu już 70 lat od dnia, gdy je spisano, mimo prostoty ich przekazu - nie będziemy w stanie zrozumieć i pojąć tego, jak czuła się wtedy p. Borkowska. Dla nas jest już tylko listem - zlepkiem kilku zdań, ciągiem obcych myśli, papierem...
Trafiłem na niego w wyniku swoich poszukiwań w Internecie. Od dłuższego czasu przeszukuję te zasoby pod kątem kilku podobnych fraz, tematycznie powiązanych z historią Pabianic. Niniejszy dokument wystawiono kilka tygodni temu na aukcję. Kiedy dokładnie mu się przyjrzałem, zrozumiałem czym jest i co mogę z nim zrobić. Mogę spróbować odszukać ludzi, do których właściwie powinien trafić.


Oto mam nadawcę i adres zamieszkania, mam adresata i adres jego pobytu. Wszelkie wyjściowe dane do rozpoczęcia poszukiwań tych osób.  Pozornie rzecz wydałaby się całkiem błaha. Ustalenie obecnej nazwy ulicy, przy której mieszkała autorka listu zajęło mi kilka chwil. Jednym z moich nieocenionych, cyfrowych znalezisk jest kopia planu miasta z 1943r. Szybkie przewertowanie spisu ulic, wyłowienie kwadratów, przez które wówczas przebiegała i proszę bardzo. Wandalenweg 82 - a dziś - Bugaj 82. Radość jednak nie trwała długo. Znam to miejsce. Od prawie 40 lat nie ma tam żadnych prywatnych domów. To najstarsza część Bugaju, pierwszy kwartał ulic, przy zbiegu z ulicą Gawrońską, zabudowany wielką płytą. Pech jak diabli, gdyby tak mieszkali kilka numerów dalej, albo choćby po stronie z nieparzystymi numerami to...
Ale, ale! To dopiero początek. Nie ma co kombinować. Trzeba szukać dalej.
Skoro nie ma domu, to powinny być jakieś archiwa. Zatem, do muzeum. Krótka rozmowa z kustoszem, ustalenie daty spotkania i już. Do p. Roberta Adamka, starszego kustosza naszego muzeum, zaglądam stosunkowo często. Z miejsca siadamy do komputera i zaczynamy szukać adresata, bo może szybciej będzie znaleźć coś o nim. I tak trafiamy na stronę www.straty.pl
Po krótkich ocenach wyników bierzemy pod uwagę dwa wpisy, z tymi samymi imionami, nazwiskami i numerem więziennym. Dwa źródła, ale właściwie mamy pewność, że dotyczą jednej osoby. Jednak tutaj trop wykracza już poza nasze miasto i wiedzie nas do czasów wojennego Kalisza, na ulicę Malinowastrasse 7, do p. Anny Hoffmann. Tam, według danych z Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych, mieszkała rodzina adresata, Józefa Stefaniaka.
Zatem czas wrócić do nadawcy i przeszukać nasze podwórka. Ruszam do Urzędu Miasta, a konkretnie do Wydziału Spraw Obywatelskich. Trafiam do kierownika, p. Porosa. Szczęśliwie, pan miał trochę czasu, który mógł poświęcić na tak nietypową sprawę. I... Kolejna ślepa uliczka. Zasoby archiwum obejmują okres od początku lat siedemdziesiątych. Wcześniejszych nie ma. czemu nie ma? Ano, bo nie ma. Zniszczono. Ktoś uznał, ze nie warto ich przechowywać i poszły na makulaturę, albo do pieca... Nie ma i już.
I na tym etapie właściwie moje poszukiwania utknęły na dobre. Nie ma domu, nie ma rodziny, nie znam nikogo, kto mógłby mi jeszcze udzielić jakichś wskazówek. Opór materii nie do przeskoczenia.
A może jednak nie?
Może jest jeszcze szansa na dalszy ciąg tej historii. I tutaj mogą coś zdziałać czytelnicy. Bo może piszę o waszej rodzinie, przodkach, być może dawniejszych sąsiadach czy znajomych rodziców? Być może znacie to nazwisko, kojarzycie miejsca, gdzie mieszkali, dokąd mogli się przeprowadzić...
Zwraca się zatem do Was z ogromną prośbą. O sięgnięcie pamięcią do dawnych lat, miejsc i ludzi. O przypomnienie sobie, kto tam mieszkał, gdzie się podział, gdzie można znaleźć krewnych czy potomków tej rodziny. Przecież to niepodobna, by zniknęli bez najmniejszego śladu w ludzkiej pamięci tak skutecznie, jak z dokumentacji archiwalnej. Ktoś powinien o nich cokolwiek pamiętać. A może jest chociaż cień podejrzenia?
A nuż okaże się, że ów cień przerodzi się w piękne zwieńczenie tej historii, sprawi, że list zatoczy wielkie koło swojej historii i powróci do prawowitych właścicieli? Zapewne do potomków p. Zofii Borkowskiej lub jej krewnych, ale wróci do rodziny. Tam gdzie trafić był powinien.
Ktoś mógłby zapytać mnie, po co to komu? Jaki jest sens odgrzebywania staroci? Komu to potrzebne teraz?
No, cóż… Mnie jest to potrzebne. Bo to prawdziwa, żywa historia. O wiele prawdziwsza niż ta, którą znamy ze szkolnych zajęć, z książek czy opowiadań. Powinno się znać swoje korzenie, wiedzieć skąd się coś wzięło, gdzie trafiło. I opisać to, utrwalić dla następnych. Opisać historię, a że tylko tak małą i mało istotną, to jednak ważną, bo... Naszą, swojską, pabianicką historię - odnalezionego listu.

Powyższą treść, w dosyć mocno okrojonej postaci opublikowałem na łamach Życia Pabianic 26 lutego br.
Bez echa.
Ale nie tracę nadziei :)

Pozdrawiam obserwatorów i czytelników :)

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Historii adresu część druga.
Od jakiegoś czasu jestem już radosnym posiadaczem oryginalnej fotografii, pochodzącej z tamtego zakładu fotograficznego :)
Fotografię wynalazłem na allegro i okazało się, że pan również mieszka w Pabianicach i że można odebrać ją osobiście, co więc nastąpiło niemal z dnia na dzień. Koszt niemal żaden, ale radość bez porównania wielka :D



Popatrz, jak kiedy wyglądało zdjęcie: naklejone na sztywną tekturkę, z wytłoczonym logo firmy, z elegancką reklamą na odwrocie... a teraz? Kawałek papieru z połyskiem lub matem i to całe urozmaicenie o.O
Za grosz ambicji.
W niedługim czasie odwiedzę nasze muzeum i ustalę przybliżoną lokalizację zakładu.
I to będzie część trzecia, zamykająca ten rozdział naszej pabianickiej historyjki.

edit//
30 września.
Po paru miesiącach opóźnień, przesunięć terminów i innych atrakcji spowalniających wszelkie sprawy, trzecia część historia owej pocztówki zawrze się tylko w suplemencie do części drugiej.
Zamkowa no.600 to obecnie Zamkowa 24, gdzie u mistrza Wilhelma pobierał wstępną praktykę późniejszy drugi uznany podówczas fotograf pabianicki Kabza.

środa, 7 marca 2012

Historia pewnego adresu.

Dawno, dawno temu... Serio, tak właściwie powinna zacząć się ta historyjka :)
Niedługa, banalna, ale ciekawa. Bo wnosi coś nowego do mojej, a i twojej wiedzy o historii. Nie tylko Pabianic, jak mi się wydaje, ale całego kraju, a może i Europy? Kto wie?
Tak czy owak, parę dni temu, wertując internet w poszukiwaniu nowych "starych" śladów, natrafiłem na zarchiwizowany wątek na pewnym forum, gdzie człowiek, operujący pod nieaktywnym już nickiem mario1298 szukał śladów po zakładach fotograficznych w Łodzi i Pabianicach.
Ok, każdy ma jakiegoś bzika. Naturalne. Mnie akurat średnio to zainteresowało, ale szukając swoich celów, często czytam teksty, jakie mi się trafiają, i nawet, jeśli nie naprowadzają mnie na właściwe tropy, to bywa, że wywołują skojarzenia, podsuwają myśli w postaci linków czy zwyczajnie pobudzają wyobraźnię. I tak było tym razem - konkluzja doprowadziła mnie aż tutaj.
Zastanawiałeś się kiedyś, jak działał poczta? Prosty mechanizm:
Nadawca <- kurier -> adresat.
Banalne, prawda?
Ale teraz pomyśl trochę szerzej.
Nadawca pisze list, wręcza go posłańcowi, ten trafia do odbiorcy, odbiorca odbiera... i np. odprawia doręczyciela z kwitkiem. Tak bywało. I to pewnie nierzadko, więc postanowiono wymusić opłaty za doręczanie przesyłek. I wymyślono znaczki pocztowe, jako symbole wniesionej opłaty za doręczenie.
Więc nadawca wysyła list już opłacony z góry, doręczyciel nie musi się martwić o to i donosi do adresata. Może nawet dostanie napiwek extra? ;)
Znowu banał, prawda?
Pośrednio, bo czas przejść do sedna dzisiejszej historyjki.
Wstęp za nami, zatem pora na gwiazdę odcinka:



Oto reklama, o której pisał ów Mario.
Zakład fotograficzny R. Wilhelm. Pabianice, ul. Zamkowa nr. 600

Ładna liczba. Okrągła. Ale czyż nie jest trochę jakby absurdalna?
Na forum, gdzie na to natrafiłem też się ludzie dziwili. Naturalne, bo nigdy, w całej historii naszego miasta, ta ulica nie miała tak wysokiego numeru... A może miała?
Pierwsze skojarzenie nasunęło mi się z Piotrkowską w Łodzi. Długość ulicy w teorii mogła by się pokrywać z naszą "osią" miasta, przecież obecna długość Zamkowej nie musiała być kiedyś oznaczana od Dworu, aż do skrzyżowania z Łaską/Wspólną. Mogła zaczynać się np. przy Sikorskiego, a kończyć gdzieś koło Tkackiej. Ale nie. Zaczynała się przy Dworze i kończyła przy splocie z Łaską/Wspólną. Podówczas obecna Partyzancka nie sięgała jeszcze do tego skrzyżowania. Nazywała się ulicą Legionów i sięgała raptem do Lutomierskiej (stan wg mapy miasta z 1927r.)
Łódzka "Pietryna", mimo iż jest znacznie gęściej zabudowana, to jednak najstarszy numer sięga może 280, czy 300. Przyjmijmy, że adresowanie się nieco zagęszcza jeszcze o "pod-numery", np. 59A, 59B itd, to ile takich zagęszczeń może tam być? Pięć? No, niech by i dziesięć, to przybywa nam jeszcze może z 50 numerów... gdzie tu mowa o 600? W mieście, które po pierwszej wojnie liczyło sobie ok. 30.000 mieszkańców, a Łódź pewnie z dziesięć, czy piętnaście razy tyle?
Mario utknął. Przynajmniej na tych rozważaniach kończy się jego wątek. Ale ja się nie ugiąłem brakiem pomysłów. Postanowiłem zadzwonić do znajomego kustosza.
Przedstawiłem ogólny koncept i zapytałem, jak to było możliwe, żeby zakład fotograficzny, umiejscowiony gdzieś w centrum miasta miał być adresowany pod tak astronomicznie wysokim numerem? Bo przecież wówczas nie mógł być dalej jak przy Długiej od zachodu (obecnie św. Jana) i Konstantynowskiej - a wtedy to była prawie już prowincja (stan wg mapy miasta z 1887).
I odpowiedź kompletnie mnie zaskoczyła.

Tu wrócę teraz do początku mojego opowiadania.
Do poczty.
Wyobraź sobie owego doręczyciela, który ma trzy przesyłki:
1. Dwór kapituły krakowskiej, gdzie podówczas mieścił się Magistrat - Zamkowa 1;
2. Warszawska róg Poprzecznej, numer 35;
3. Tuszyńska, róg Boźnicznej, numer 121 (ciekawe, prawda?)


Kopię mapy (plan Starego Miasta z roku 1884) w całości można obejrzeć w naszym muzeum. Wycinek, który tu przedstawiam i które jeszcze być może będę wykorzystywał - przedstawiam za osobistą zgodą nadkustosza Muzeum Miasta Pabianic R. Adamka.
Z Bogiem sprawa, jeśli zna miasto. Ale jeśli nie zna? Masakra jakaś z tymi numerami.
Załatwia Poprzeczną, bo to blisko Magistratu, trzeci adres tez praktycznie w centrum starego miasta.
No i wciąż mamy w pamięci zakład R. Wilhelma i jego szalony numer 600!
Otóż... kiedyś, kiedy budowano nowy dom - zostawał był on na parceli o kolejnym numerze i tak wpisano go do rejestru. Dwór (najstarsza budowla, z kolei rzeczy więc pierwsza) miał numer 1, a że umiejscowiony jest przy Zamkowej... więc zaadresowany: Zamkowa 1.
Reszta jest już milczeniem, prawda?
Po roku 1887 zabudowa na zachodnim  brzegu Dobrzynki właściwie istniała tylko wokół fabryk i całe Nowe Miasto bardziej przypominało wiejskie opłotki, niż faktyczne miasto. Ale działki były już częściowo wytyczone i kolejne parcele miały swoje numery więc możemy przyjąć, że numer sześćsetny mieścił się gdzieś w okolicy kościoła NMP. Nie wiem, gdzie dokładnie, ale to już nie jest mi potrzebne.
Mario tego potrzebował więc wróciłem na owo forum, założyłem nowy wątek z linkiem do tamtego zamkniętego i opisałem mu swoje spostrzeżenia. Może kiedyś tam wróci przypadkiem i odnajdzie moje objaśnienie.

Codziennie uczę się czegoś nowego o Pabianicach. Cieszy mnie fakt, że wciąż mnie czymś zaskakują :)

piątek, 7 października 2011

Pocztówek c.d. - Ulice, place, parki - część druga i ostatnia.

A to jest coś, co właściwie nie mieści mi się w moim zakresie pojmowania rzeczywistości. Jakiś skurwiel jeden... debil skończony, zwyrodnialec, nazistowska menda pierwszej wody!!! wymyśliła sobie, żeby z deportacji Żydów z naszego getta zrobić pocztówki :/
Celowo zamieściłem tu obie strony kartek, aby nie pozostawić cienia wątpliwości co do przeznaczenia tych zdjęć.

Nie rozumiem tego.
Nie pojmuję tej logiki.
I nie chcę zrozumieć.

Pozdrowienia z Pabianici
Pabianici?! :D
Grafomania jakaś, ale co tam. Grunt, że się uchowało :P
Kolejny przykład niezwykłości obiektu jak na widokówkę. Komendantura umieszczona w pałacu. Szpan pierwszej wody - przeznaczenie już trochę mniej sensowne, ale wtedy nikt na to tak nie patrzył. 1917r.
Szkoła powszechna, obecnie podstawówka nr.5 :)
W budynku na lewo od tego (widać kawałek) urodził się i mieszkał tata Kazika - Stanisław Staszewski.
Kawałeczek rynku przy Mateuszu. Kostka granitowa wszechobecna :D
Ludzieee! Tramwaj jedzieeee! Trzyyy wagonyyy na raaaz!!!
Zdjęcie ciekawe, chociaż nie ze względu na pierwszy regularny środek lokomocji w mieście, ale na... brak pomnika przed Florianem, co, po ew. obgadaniu z właściwymi ludźmi, mogło by pomóc w datowaniu fotografii :)

Tramwaj raz jeszcze, i ponownie ujęcie z budynku obecnego PKO przy ul. R. Traugutta.
A to chyba sąsiad (powyższego) robił - z mieszkań nad "Stylową". Z budynków przed kościołem uchował się jeszcze tylko ten ostatni, najwyższy.
I w drugą mańkę :) Ujęcie z nad "Stylowej" na budynek, gdzie teraz mamy bank PKO.
Elegancko ujęte skrzyżowanie Zamkowej z przecinającą ją (zachowując nazwę) Narutowicza.
Fotka z okienka, do którego mają dostęp bardzo nieliczni ludzie. Strych naszego magistratu/prezydium (nie jestem pewien, która nazwa obecnie jest właściwa). Byłem tam pół roku temu, zrobiłem elegancką panoramę centrum miasta :)
Ta sama lokalizacja, z tego samego budynku co powyżej, ale prawdopodobnie z okna frotowego od Zamkowej (pierwsze piętro).
Centralna część parku Wolności. Tak to przynajmniej oceniam, podpierając się mapą z 1927r. Obecnie mamy tam amfiteatr i restaurację "Parkową".

Pocztówek c.d. - Ulice, place, parki

Moja ulubiona część fotografii.
Najwięcej widać, najszersze ujęcia, budynki, place, uliczki, ludzie, pojazdy... Sam smak :)

Widoczek wykonany z okienka Hotelu "Kotwica", czy jak to woli, szkoły Pielęgniarek :) Kierunek zachodni, ulica wciąż w swej pierwotnej szerokości, wybrukowana granitową kostką, którą to jeszcze do dziś można podziwiać (i przeklinać ją czasem też) na wysokości "Jamnika".
Własciwie to ten sam odcinek ulicy Zamkowej, co powyżej, tyle, że w przeciwnym kierunku. Pora zimowa sceny pozwala na szerszy wgląd w strukturę budynków.
Klasyk pocztówkowy, czyli łączenie widoczków. NMP i Zamkowa od linii przecznicy Narutowicza, która przed wojną jako jedna z nielicznych (o ile nie jedyna) przecinała  główną oś miasta zachowując swoją nazwę., Obecnie podzielona jest między Gabriela Narutowicza i Romualda Traugutta ;)
Jako ciekawostkę dodam, że obecnie również mamy jedną taką ulicę, która właściwie do niedawna i jeszcze obecnie nie ma w sobie zaadresowanego żadnego budynku: Lipowa. (Nazwa ta figuruje już na planie miasta z 1927r, ale jeszcze jej nie było na planie z 1884.) Przedłużenie jej to w zasadzie teraz już tylko zwykła wnęka, nieużywana i nieco zapomniana. jeszcze niedawno na jej końcu, w halach pofabrycznych Polfy mieścił się salon meblowy, ale kiedy go zamknięto kilka lat temu, już nikt tam nie zagląda. być może przy Lipowej pojawi się niedługo nowy adres, kiedy zakończą renowację centrum rozrywki, zwanego już ogólnie Galerią Pabianicką (dawne budynki ZPB "Wolany", a później "Pawelany".)

Park Słowackiego :) Niewiele jest zdjęć tego miejsca. Mam ich zaledwie trzy lub cztery. Zdjęcie ewidentnie przedwojenne, ze starym rozkładem alejek. Przyglądając się na powiększeniu chłopcom, wydaje mi się, że mają na sobie mundurki harcerskie (dwóch z nich ubranych jest identycznie, chyba, że to tylko taki przypadek kolorów i części stroju, włącznie z czapeczkami). Obok dwaj panowie w standardzie międzywojnia, czyli gajerach :D i grupka osób na dalszym planie, prawdopodobnie stojących na przystanku tramwajowym.

Kolejna scena z dworem i Mateuszem w roli głównej. Ale... nie do końca tylko z nimi. Zwróćcie uwagę na budynek z lewej strony. Widnieje na planie Starego Miasta z 1884r., ale nie ma go już na nowszym z 1927r. Budynek (i chyba też garaż) Straży Ogniowej :) vide- > wycinek mapy na samym dole.    

   
 Cóż za wspaniały charakter pisma, prawda?
Ciężko było by teraz tak pisać, a to była tylko zwykła pocztówka :)
Proszę państwa, oto miś... no, może nie miś, ale niezwykłość wielka naprawdę. Oto pocztówka z widokiem na skrzyżowanie torów kolejowych, którego nie ma i które jest mi bardzo trudno umiejscowić w lokalizacji, gdyż jedyna sieć kolejowa, jaką mamy to rzędy torów równolegle do siebie przebiegające, a nawet, gdyby się gdzieś krzyżowały, to raczej na jednym poziomie gruntu. Możliwość, aby przechodziły gdzieś nad torami tramwajowymi również jest wykluczona.
Mamy więc zagadkę: czy drukarz nie pomylił fotografii, dodając jej opis, czy pomylił miasta i scena dotyczy np. Łodzi, gdzie takich krzyżówek znam co najmniej trzy, które mogły by pasować, zwłaszcza ta w okolicy Łodzi Kaliskiej. Ale może jednak nie ma tu pomyłki... więc pytam was gdzie to było? :)
Jedna z nielicznych prac, przedstawiająca szerszy teren przed kościołem NMP z częścią famuł i skrzyżowaniem ulic Zamkowej i Skromnej (nazwę ulicy wziąłem z mapy miasta z 1927r.), obecnie zwanej kardynała Wyszyńskiego. Po prawej stronie widać fragmenty dwóch kamienic, które stoją po dziś dzień :)  
Kopię mapy (plan Starego Miasta z roku 1884) w całości można obejrzeć w naszym muzeum. Wycinek, który tu przedstawiam i które jeszcze być może będę wykorzystywał - przedstawiam za osobistą zgodą nadkustosza Muzeum Miasta Pabianic R. Adamka.

Pocztówek c.d. - Kościoły

Po półrocznej przerwie o.O... czas ponownie zająć się archiwaliami :)

Kościoły... najpopularniejszy motyw pocztówkowy naszego miasta.
czasem trochę mnie to dołuje, że nie fotografowano szerzej parków, czy panoram miejskich. Nie no, ktoś mógłby powiedzieć, że "jak to nie?". Oczywiście, jednak natrafienie na nowe pozycje staje się coraz trudniejsze :(

I to w zasadzie komplet moich zbiorów pocztówkowych z kościołami w roli głównej. Będą się one jeszcze tu przewijać, ale już na zdjęciach prywatnych.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Pocztówkowy zawrót głowy

Cześć :)
Pora już na zebranie się w sobie i zamieszczenie kolejnej porcji "nowości".
Właściwie to poczułem się zmuszony, bo znów dziś trafiłem na pocztówkę, której wcześniej nie widziałem. Dodatkowo, skan w całkiem dobrym stanie, plus czytelny stempel z datownikiem ustawionym na dzień 16 października 1939r. Karta zawiera w sobie 6 miniatur, ciekaw jestem, czy pochodzą one z przejętego mienia, czy może z działań V Kolumny... Druk wyszedł z zamówienia dla berlińskiej poczty. Wiadomość datowania na 14.10.1939, podstemplowana dwa dni później.
Szkoda, że mój niemiecki tak kuleje, bo chętnie poznałbym treść wiadomości.
Czemu, zapytacie może, zacząłem od najświeższej zdobyczy?
Ano, bo patrząc na nią, widzi się właściwie kwintesencję tematyczną, jaka dominuje w tych pracach. Brakuje tu może tylko kościoła NMP, ale może działano w pośpiechu stąd zamiast (IMO) tego kościoła, dali kino-teatr "Muza"?
Drugim powodem, dosyć istotnym jest, że na podstawie samych fotografii, trudno jest czasem ocenić ich daty powstawania więc staram się tylko z grubsza je sortować, dobierać w kategorie, nie trzymając się prawie chronologii, bo nie mam aż tak specjalistycznej wiedzy z zabudowy miasta, aby wiedzieć, kiedy dany dom już stał, a kiedy ten płot zmienili na nowy itd...
patrząc na to, co mam tu w katalogach, odechciewa się pisać :D Może nie sa to zasoby, jak w porządnym archiwum miejskim, ale i tak jest co oglądać.
Z początku - nasycenie oka całością. Potem zaczynamy się zagłębiać w detale. Co widać, czego nie widać, co się kryje w rozmytych pikselkach, z którego punktu robiono zdjęcia i takie tam... Ten ostatni punkt rozmyślań ma swoje znaczenie, gdyż od zeszłego roku robię sobie kolaże, mieszając stare fotografie, z wykonanymi obecnie, w szerszym ujęciu kadru, wkomponowując je w siebie. Przy okazji wychodzą takie niuanse jak sytuacja, że np. Floriana fotografowano tak, że chcąc powtórzyć ujęcie, musiałbym stanąć centralnie na środku Warszawskiej, co pewnie by się nie spodobało kierowcom :D
Ale zaczynam offtop... no, to już go kończę ;)
Pocztówki. Obejmują w zasadzie to, co mamy na powyższej. Kościoły, dwór, Stary Rynek, ulice w osi Warszawska-Zamkowa-Łaska oraz fabryki.
O Dworze słów kilka. Na linii czasu wyglądało to tak:
Dwór Kapituły Krakowskiej -> Magistrat (czasowo używany jako kaplica mszalna dla ewangelików) - Muzeum - obecnie.
Kierunki zdjęć - najczęściej od strony ul. Zamkowej, rzadziej od parku (zwanego również parkiem zamkowym), kilka ujęć od strony północno-zachodniej (rzeka-park) i właściwie brak zdjęć od wschodu.
Piękne ujęcie z wieży Mateusza :)
cdn :)